Przygotuj psa do Sylwestra

Najważniejsze przykazania na Noc  Sylwestrową

  1. Jeśli pies boi się burzy i fajerwerków należy podawać mu w tym czasie odpowiednie środki uspokajające, najlepiej już wcześniej wypróbowane lub poprosić o pomoc weterynarza.
  2. Wychodźmy z psem jeśli to możliwe tam gdzie jest spokojnie i o spokojnej porze, szczególnie w noc Sylwestrową zróbmy to odpowiednio wcześnie.
  3. Podstawą jest ciasna obroża (pomiędzy obrożą a szyją psa powinny się mieścić tylko dwa nasze palce) i/lub bezpieczne szelki, z których nawet spanikowany pies się nie wyrwie. Smycz krótka jest lepsza niż rozwijana. No i przy obroży i/lub szelkach koniecznie musi być adresówka, najlepiej w postaci blaszki z wygrawerowanym numerem naszego telefonu oraz imieniem psa (będzie się czuł bardziej komfortowo, jeśli ktoś go znajdzie i będzie znał jego imię).
  4. Nasze nastawienie emocjonalne jest bardzo ważne, dlatego nawet jeśli nasz pies się denerwuje, zachowujmy się jakby nigdy nic, nie bierzmy go w żadnym razie na ręce.
  5. Jeśli pies się wystraszy, nie wracajmy z nim od razu do domu, przejdźmy szybkim, zdecydowanym krokiem w spokojne miejsce lub podjedźmy gdzieś, gdzie pies będzie mógł kontynuować spacer i wrócić do domu dopiero jak się uspokoi i zapomni o zdarzeniu. Jeśli z jakichś powodów nie jest to możliwe w ciągu 1 godziny od zdarzenia podajmy mu środek uspokajający (najlepiej od weterynarza), wtedy zdarzenie z pamięci krótkotrwałej nie przejdzie do długotrwałej i pies nie będzie miał traumy.
  6. Jeśli pies denerwuje się w mieszkaniu, pozwólmy mu ukryć się w bezpiecznym z jego punktu widzenia miejscu, ale nie pocieszajmy go, zachowujmy się naturalnie. Zasłaniamy okna, by nie było widać błysków, włączamy muzykę np. Bacha, by zagłuszyć strzały, możemy bawić się z psem, podać mu kości czy smakołyki, by odciągnąć jego uwagę od hałasów na zewnątrz.
  7. Jeśli nasz pies boi się burzy czy fajerwerków najlepiej przeprowadzić proces odczulania (już po ustaniu huków i kanonad), w tym celu należy zgłosić się do specjalisty zoopsychologa, psiego psychologa lub behawiorysty.

Spokojnego, szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich psiaków i kochających ich opiekunów :c)

mój wierny przyjaciel pies

To już grudzień, powoli zbliża się koniec roku, zastanawiam się ile psów trafi jako prezent pod tegoroczną choinkę. Mam nadzieję, że będą to od dawna wyczekiwane istoty, które zostaną otoczone mądrą miłością i opieką. Opiekunowie przygotowali się już na ich pojawienie się w domu, przeczytali odpowiednie poradniki i wiedzą jak postępować z maleństwem (lub dorosłym psem) krok po kroku. Są przygotowani na spełnianie naturalnych potrzeb ukochanego zwierzątka i wiedzą jak reagować w różnorodnych sytuacjach, które mogą spotkać nowego domownika. Powolutku nauczą go życia w nowym otoczeniu. Nie będą mu na wszystko pozwalać, tylko będą delikatnie wskazywać które zachowania są niepożądane, a które jak najbardziej oczekiwane. Będą je uczyć samodzielności i cieszyć się wraz z nimi ich naturalną ciekawością świata i radością życia. Długie spacery pogłębią wzajemną więź, a troskliwe, mądre wychowanie zbuduje ogromne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Wspólnie spędzone chwile nadadzą  życiu nowych, pięknych barw. Związani ze sobą na dobre i na złe, będą uczyć się siebie nawzajem. Wybaczą sobie nawzajem wpadki, naprawią szkody, będą razem w smutku i radości, w zdrowiu i w chorobie, aż po kres dni…

Dwa lata temu odeszła moja ukochana dobermanka, dożyła 15 lat. Ciężko było mi się z nią rozstać, przeżyłyśmy razem tak wiele. Ta cudowna istota, zabrana jako szczeniak ze schroniska, przyniosła mi ogrom radości i miłości. Była niezmiernie łagodnym, pogodnym i przyjacielskim wobec wszystkich stworzeniem. Oddana, wierna, wrażliwa, wesoła i pełna chęci życia, aż do końca. W ostatnich latach stała się szczególnie bliska. Potrzebowała opieki, często pomocy, oczekiwała jej ode mnie i patrzyła z przejmującym wyrazem prośby i wdzięczności w oczach. Cieszyłyśmy się każdą poprawą jej zdrowia. Kochałam tę niezdarną staruszkę całym moim sercem. Tuliłam ją i wdychałam jej zapach, zastanawiając się jak będę żyć, gdy jej zabraknie. Odeszła o poranku, poczekała jeszcze aż wstanę, by po raz ostatni poczuć mój dotyk i moją obecność, by się ze mną pożegnać. Będzie mi jej bardzo brakowało…. Pozostały ciepłe wspomnienia, wspólne zdjęcia i wzruszające momenty w pamięci. Dziękuję Ci Solciu.

gotowe terapie dla psów z problemami

Z myślą o osobach takich jak Pati, by nie błądziły w sieci w poszukiwaniu porad, które mogą psu zaszkodzić zamiast pomóc, stworzyłam szczegółowe programy terapii, dostępne dla każdego.

Na razie skupiłam się na trzech najpowszechniejszych problemach, kiedy pies zostaje sam w domu i niszczy, załatwia się lub wokalizuje (szczeka, wyje).

Więcej informacji na stronie:

http://psipsycholog.com.pl/oferta/

http://psipsycholog.com.pl/sklep/
oraz:
http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=2532426

zapraszam

po co komu terapia?

Pati, która skomentowała mój poprzedni post 13 października, sprowokowała mnie do pogłębienia tematu, który poruszyła. Zarówno ona jak i zapewne wielu internautów oczekuje od mojego blogu szczegółowych opisów sytuacji oraz zaprezentowania ustalonego przeze mnie programu terapii. Celowo jednak unikam wszelkich tego typu informacji czy nawet sugestii. Ktoś spyta dlaczego, przecież wszyscy byśmy na tym zyskali. Otóż niestety nie. Jeśli tak by było, już dawno problemy z psami stałyby się jedynie przeszłością. Jest przecież na rynku wydawniczym taki ogrom pomocy i przewodników, w których można znaleźć opisy przeróżnych sytuacji  problemowych wraz z gotowymi receptami na ich rozwiązanie i… niewiele z tego wynika. Każda sytuacja, nawet jeśli pozornie jest zbliżona do naszej, jest całkowicie odmienna. Tak jak każdy pies ma inny charakter, temperament, nawyki i doświadczenia, tak i opiekujący się nim ludzie tworzą cudowną mieszankę indywidualności.

Każdy psi dom jest inny, tak jak  jego mieszkańcy (i ludzcy i psi i nie tylko), dlatego nie istnieje uniwersalne rozwiązanie czy czarodziejska różdżka, której wszyscy najbardziej byśmy pragnęli :c). Tak to po prostu nie działa. Gdyby sprawa była taka prosta nie byliby potrzebni specjaliści od relacji pies-człowiek. Jednak wraz z rosnącą ilością psich pupili rośnie liczba zoopsychologów, psich psychologów i behawiorystów.

Najczęściej nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie psa, bardzo słabo rozumiemy jego sposób widzenia świata i odbierania informacji. Chcemy kochać i być kochani, ten wielki deficyt miłości ma nam wypełnić  to puchate, niewinne stworzenie,  które nie bardzo odnajduje się w tej roli. Pies jest zwierzęciem ze swoistymi dla siebie potrzebami i swoistym postrzeganiem otoczenia. Dopiero kiedy zrozumiemy na czym on się opiera, jesteśmy w stanie nawiązać porozumienie i zacząć się prawidłowo komunikować. W sumie są to proste, jasne reguły, trzeba jedynie odrobinę wiedzy i empatii żeby życie z psem staje się radością i przyjemnością.

Jeśli sami nie jesteśmy w stanie obiektywnie spojrzeć na naszą relację z psem i nie rozumiemy co się dzieje, najlepiej jak najszybciej poszukać pomocy u specjalisty. Przeszukiwanie forów czy blogów (!) internetowych w poszukiwaniu recepty może nas zapędzić w ślepy zaułek, opisy przypadków i przypisane terapie mogą powodować więcej zamieszania niż pożytku i wcale nie będą pomocne.

Kiedy więc przeczytacie gdzieś w necie np. że należy psu z lękiem separacyjnym zostawić włączone radio, bo jednemu psu, a nawet dziesięciu, czy stu to pomogło, w waszym przypadku może się okazać, że to samo radio spowoduje pogłębienie się problemu. Terapia  uwzględnia mnóstwo szczegółowych informacji, których przy tego typu poradach nie otrzymacie, dostaniecie więc błędną poradę i będziecie się kręcić w kółko, nie posuwając się ani o krok do przodu i popadając w coraz większą frustrację. A im dłużej czekamy z rozwiązaniem problemu, tym doprowadzenie psa do równowagi staje się trudniejsze. Czas odgrywa tutaj ogromną rolę, dlatego nie warto czekać.

skuteczna terapia e-mailowa

Tym razem napiszę o terapii e-mailowej. Niektórzy obawiają się czy jest skuteczna i czy sobie poradzą. Myślę, że jej skuteczność zależy przede wszystkim od wyobraźni prowadzącego terapię oraz jego doświadczenia i umiejętności wczucia się w sytuację i wyobrażenia sobie psa oraz domowników w ich codziennym otoczeniu. Ważne jest by umieć zadać odpowiednie pytania i uzyskać szczere i szczegółowe odpowiedzi. Przeprowadziłam niemal tyle samo terapii e-mailowych co wizyt bezpośrednich i moi klienci mogą potwierdzić bardzo wysoką skuteczność obu tych metod. Wizyta w domu na pewno jest łatwiejsza i można wyłapać pewnie niuanse, które uszły by uwadze w wymianie e-mailowej, ale jak napisałam wcześniej, jeśli umie się zadawać odpowiednie pytania, terapia e-mailowa niewiele się różni od spotkania w cztery oczy. Oczywiście w trakcie wizyty domowej wyłapuję dodatkowe elementy i dlatego taka terapia jest bardziej całościowa, niemniej jednak, jeśli chodzi o rozwiązanie problemów z zachowaniem, skuteczność jest według mojej oceny taka sama.

Ostatnio zgłosiła się do mnie pani Małgorzata ze Szczecina, która szukała pomocy na forach internetowych, ale została tam zrugana i zdruzgotana doszczętnie, a opinie i porady, jakie otrzymała były tak sprzeczne, że zdecydowała się w końcu na pomoc specjalisty zoopsychologa. Sprawa była dość trudna, 11-letni silny samiec rasy rottweiler, który wychowywał się ze swoją matką, po jej śmierci bardzo podupadł na duchu i za namową weterynarza Państwo zdecydowali się na nowego towarzysza dla swojego ulubieńca. Kłopot polegał jednak na tym, że ten ogromny pies nigdy nie przepadał za innymi psami i potrafił się zachowywać wobec nich bardzo nieobliczalnie i agresywnie. Państwo przyprowadzili dla niego 8-tygodniowego szczeniaka bullmastifa, samca! Bardzo bali się o losy tego uroczego malucha. Pierwsze kontakty nie napawały optymizmem. Na szczęście Państwo zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa i bardzo zależało im na prawidłowym zapoznaniu obu psów, tak by mogły żyć razem, w przyjaźni. Ze względu na ogromne ryzyko psy były trzymane oddzielnie, trzeba więc było działać szybko, zanim rottweiler uzna, że ten nowy wcale mu się tu nie podoba a szczenię będzie reagowało na jego widok przerażaniem. Pani Małgosia trzymała się przesłanych przeze mnie porad i zaleceń i w ciągu tygodnia psiaki udało się oswoić i zaprzyjaźnić. Są już kumplami, na dowód z największą radością załączam ich urocze wspólne zdjęcie :c)))

Rotek i bullmastif

psi raj

Niektórzy wciąż traktują psa jak przedmiot, któremu nie poświęcają zbyt wiele uwagi, coraz więcej jednak jest tych, którzy chcą mu przychylić nieba.  I chwała im za to. Kłopot tylko w tym, że to raczej nie jest psie niebo. Pies jest psem, ma potrzeby psie i widzi świat psimi oczami, psim nosem i psim sercem. Najchętniej żyłby zgodnie ze swoją psią naturą, ale kto go zrozumie?

Najchętniej węszyłby po okolicy przez cały dzień, pogrzałby się w słońcu, schłodził w cieniu, wytarzałby w trawie (albo w innym, bardziej aromatycznym zapachu), napiłby się wody z kałuży, w krzakach znalazłby pyszną przekąskę a na noc wrócił do bezpiecznego domu, gdzie przywitają go radośnie, nakarmią, pogłaszczą i pozwolą się spokojnie wyspać przed kolejnym dniem pełnym przygód. Takie życie jest co prawda dość ryzykowne, można oberwać od silniejszego kolegi, może potrącić auto na drodze, ale tak to już jest, wolność ma swoją cenę. Szczęśliwy pies jednak wcale o tym nie myśli, gna przed siebie ciekawy nowych zapachów, wiatr furkocze mu w uszach a pysk trzyma wysoko, żeby dobrze widzieć co się wokół dzieje.

Najfajniej byłoby mieć przy sobie kilku pobratymców, najlepiej dużych i silnych, do obrony, ale wtedy znowu większa konkurencja do pysznych znalezisk. Człowiek!, o ten byłby lepszy, nie zje tego co pies znajdzie i jeszcze podzieli się swoim. Ranę opatrzy, chorobę wyleczy, kiedy trzeba obroni i ustrzeże przed niebezpieczeństwem, a na zimę całkiem przygarnie i da ciepły kąt. Gdyby tylko można było wszędzie za nim chodzić, być w jego pobliżu przez cały dzień, ale tak by pozwolił czasami odbiec i wrócić dopiero za jakiś czas. Żeby nie trzymał na lince i nie zamykał, ani nie przywiązywał. To byłaby  prawdziwa wolność i szczęście, bo i bezpiecznie i komfortowo. Psu tak niewiele trzeba, ale który pies zazna psiego raju na ziemi….

Ukochany pies

Tak sobie myślę, jakie to problemy mają ludzie z psami. Obserwuję wiele psów na co dzień i widzę jakie niektóre są znerwicowane. Wydaje mi się, że najpowszechniejszy problem to wychowanie psa, który jest bardzo niesamodzielny. Taki pies jest nadmiernie przywiązany do człowieka. Ludzi to oczywiście cieszy, psiak nie widzi świata poza swoim opiekunem. Wariuje z radości kiedy wraca do domu, podskakuje, wije się, skacze jak szalony i nie potrafi się uspokoić. Chodzi za nim krok w krok. Patrzy głęboko w oczy (często dostaje za to przysmaki, więc jak tylko coś chcemy włożyć do ust, siedzi z pyskiem tuż przed naszymi oczami i patrzy żałośnie, więc jak z takim biednym i uroczym stworzeniem się nie podzielić…). Zaczepia do głaskania, rzucania zabawek (znam osoby, które w trakcie oglądania telewizji cały czas są zajęte rzucaniem pupilowi piłeczki…), wyleguje na kanapie tuż przy swojej pańci a najchętniej wylegiwałby się na jej kolankach . No i naturalnie spędza  noc w łóżku, razem ze swoim ukochanym opiekunem.

Nie byłoby może w tym nic złego, na pierwszy rzut oka pies wygląda przecież na bardzo szczęśliwego, a i opiekun też akceptuje takie zachowanie. Kłopot jednak polega na tym, że to nie jest zdrowa relacja a pies w sumie nie jest psem i nie cieszy się życiem zgodnie ze swoimi psimi potrzebami. Stwarzamy mu cukierkowy, zamknięty świat uzależnienia od człowieka, jego obecności, dotyku i bliskości.

Wyobraźmy sobie małe dziecko, które byłoby traktowane w podobny sposób – bez kontaktu z rówieśnikami, zamknięte praktycznie cały czas w czterech ścianach, na długie godziny pozostawione samotnie, bez umiejętności zabawy z samym sobą, skoncentrowane na nas.  Takie dziecko, dokładnie tak jak i nasz pies, wypatrywałoby z utęsknieniem naszego powrotu, cieszyło się jak szalone i próbowało za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę, ciągle być w centrum naszego zainteresowania. Czy to byłoby zdrowe i szczęśliwe dziecko?

Psiak (tak samo jak dziecko) wychowany w ten sposób staje się niesamodzielny i znerwicowany. Zazwyczaj nie bawi się z innymi psami, nie jest nimi w ogóle zainteresowany, co gorsza, najczęściej reaguje agresywnie na każde próby zbliżenia osobnika tego samego gatunku. Lubi spacery, nawet bardzo, ale dlaczego musi napotykać te straszne, zaczepne stworzenia? Pozostawiony przez wiele godzin samotnie w mieszkaniu, zalękniony i sfrustrowany, próbuje w jakiś sposób rozładować napięcie, które z minuty na minutę w nim niemiłosiernie narasta. Ślini się, ziaje, zaczyna gryźć różne przedmioty lub meble, drapać i zrywać futryny, posikuje albo wzywa żałośnie swojego opiekuna nieustannie wyjąc lub szczekając.

Jubileusz!!! 5 lat Pensjonatu dla psów „U zoopsychologa”

Dokładnie 5 lat temu powstał Pensjonat dla psów „U zoopsychologa”. To może się wydawać niewiarygodne, ale wcale tego nie planowałam. Po prostu taka powstała potrzeba. Prowadziłam (i nadal prowadzę :c) ) terapie psich zachowań.  Wizyta odbywa się w miejscu zamieszkania psa, poznaję problemy jakie sprawia, określam i wyjaśniam przyczyny i ustalam zmiany, jakie należy wprowadzić, aby wszystko wróciło do równowagi. Wszystko klarownie, jasno i prosto. A jednak okazało się, że niektórzy klienci nie mają czasu albo nie radzą sobie z wprowadzaniem ustalonych zmian i potrzebują mojej dodatkowej pomocy. Chcieli, bym zabrała psa do siebie i wstępnie popracowała nad zmianą jego zachowania. Jako pierwsza trafiła do mnie wesoła, ale odrobinę zbyt swawolna, wielka Tycia pani Hanny Samson, to właśnie ona zapoczątkowała tę historię.

Po pobycie w moim domu psy wracały spokojne, zrównoważone i posłuszne , więc prowadzenie dalszej terapii było o wiele łatwiejsze. A że opiekunowie tych pierwotnie niesfornych psiaków byli bardzo zadowoleni z efektów mojej pracy, w naturalny sposób chcieli je również zostawiać u mnie w czasie wyjazdów i wakacji. Zaufali mi, wiedzieli, że ich pies będzie w dobrych rękach i na dodatek będzie się świetnie bawił. Polecali mnie też swoim znajomym. No tak, ale ja miałam swoje własne trzy psy, w domu robiło się ciasno i niewygodnie. Dlatego w ocieplanym i ogrzewanym drewnianym budynku obok domu stworzyliśmy z mężem w kwietniu 2009 roku cztery wygodne, drewniane boksy. Bardzo szybko okazało się jednak, że to za mało. Na 1 lipca mieliśmy rezerwację na kolejne trzy psy, ich boksy były gotowe na godzinę przed ich przyjazdem! ;c) Na wiosnę następnego roku musieliśmy stworzyć kolejne dwa boksy, latem dobudowaliśmy jeszcze cztery. Teraz możemy gościć 13 psów.

Stworzyliśmy dla nich domowe warunki, tak by czuły się komfortowo i bezpiecznie. Mają też trzy wybiegi do dyspozycji, jest to szczególnie przydatne, gdy jest komplet psich gości albo gdy trzeba psy podzielić na grupy np. ze względu na ogromny kontrast wagowy. Przecież duży szwajcarski pies pasterski, który waży ponad 50 kg nie może bawić się z dwukilogramowym yorkiem czy jeszcze mniejszym chihuahua, bo nawet przy najlepszych chęciach może go po prostu przydepnąć…

No właśnie… w taki oto naturalny sposób stałam się właścicielką pensjonatu dla psów. To było 5 lat temu, jak ten czas leci… :c)

piesek ze schroniska uleczony :c)

Uwielbiam to!!! :c))) Radość wypełnia moje serce. Właśnie dostałam podziękowania za świetne efekty mojej terapii e-mailowej. Piesek się uspokoił i dobrze znosi samotność. Cierpiał na lęk separacyjny – okropnie wył i szczekał, kiedy zostawał sam w mieszkaniu. Sąsiedzi mieli dość. Psina biedna, wzięta ze schroniska, pewnie właśnie z tego powodu tam trafiła. Najpierw ktoś ją rozpieszczał do maksimum, a potem okazało się, że piesek nie może żyć bez swojej pańci, a pańcia pewnie wróciła do pracy i nie mogła już cały czas siedzieć w domu i pieskiem się zajmować, tulić, pieścić i trzymać na kolankach. A może po prostu piesek był ukochanym pupilem starszej pani, jej oczkiem w głowie. Tego się nigdy nie dowiemy. Niestety, a może stety (bo może wtedy piesek nie miałby tyle szczęścia) nikt nie uprzedził mojej klientki, że z pieskiem może być jakiś problem. Na szczęście psiak trafił w odpowiedzialne i mądre ręce i udało się go z traumy i frustracji wyleczyć. Cudnie! Jeszcze jeden szczęśliwy pies w szczęśliwej rodzinie. Oby więcej takich wiadomości. Bardzo dziękuję pani Elżbieto :c)