Archiwum autora: Magda Pawlak

psi raj

Niektórzy wciąż traktują psa jak przedmiot, któremu nie poświęcają zbyt wiele uwagi, coraz więcej jednak jest tych, którzy chcą mu przychylić nieba.  I chwała im za to. Kłopot tylko w tym, że to raczej nie jest psie niebo. Pies jest psem, ma potrzeby psie i widzi świat psimi oczami, psim nosem i psim sercem. Najchętniej żyłby zgodnie ze swoją psią naturą, ale kto go zrozumie?

Najchętniej węszyłby po okolicy przez cały dzień, pogrzałby się w słońcu, schłodził w cieniu, wytarzałby w trawie (albo w innym, bardziej aromatycznym zapachu), napiłby się wody z kałuży, w krzakach znalazłby pyszną przekąskę a na noc wrócił do bezpiecznego domu, gdzie przywitają go radośnie, nakarmią, pogłaszczą i pozwolą się spokojnie wyspać przed kolejnym dniem pełnym przygód. Takie życie jest co prawda dość ryzykowne, można oberwać od silniejszego kolegi, może potrącić auto na drodze, ale tak to już jest, wolność ma swoją cenę. Szczęśliwy pies jednak wcale o tym nie myśli, gna przed siebie ciekawy nowych zapachów, wiatr furkocze mu w uszach a pysk trzyma wysoko, żeby dobrze widzieć co się wokół dzieje.

Najfajniej byłoby mieć przy sobie kilku pobratymców, najlepiej dużych i silnych, do obrony, ale wtedy znowu większa konkurencja do pysznych znalezisk. Człowiek!, o ten byłby lepszy, nie zje tego co pies znajdzie i jeszcze podzieli się swoim. Ranę opatrzy, chorobę wyleczy, kiedy trzeba obroni i ustrzeże przed niebezpieczeństwem, a na zimę całkiem przygarnie i da ciepły kąt. Gdyby tylko można było wszędzie za nim chodzić, być w jego pobliżu przez cały dzień, ale tak by pozwolił czasami odbiec i wrócić dopiero za jakiś czas. Żeby nie trzymał na lince i nie zamykał, ani nie przywiązywał. To byłaby  prawdziwa wolność i szczęście, bo i bezpiecznie i komfortowo. Psu tak niewiele trzeba, ale który pies zazna psiego raju na ziemi….

Ukochany pies

Tak sobie myślę, jakie to problemy mają ludzie z psami. Obserwuję wiele psów na co dzień i widzę jakie niektóre są znerwicowane. Wydaje mi się, że najpowszechniejszy problem to wychowanie psa, który jest bardzo niesamodzielny. Taki pies jest nadmiernie przywiązany do człowieka. Ludzi to oczywiście cieszy, psiak nie widzi świata poza swoim opiekunem. Wariuje z radości kiedy wraca do domu, podskakuje, wije się, skacze jak szalony i nie potrafi się uspokoić. Chodzi za nim krok w krok. Patrzy głęboko w oczy (często dostaje za to przysmaki, więc jak tylko coś chcemy włożyć do ust, siedzi z pyskiem tuż przed naszymi oczami i patrzy żałośnie, więc jak z takim biednym i uroczym stworzeniem się nie podzielić…). Zaczepia do głaskania, rzucania zabawek (znam osoby, które w trakcie oglądania telewizji cały czas są zajęte rzucaniem pupilowi piłeczki…), wyleguje na kanapie tuż przy swojej pańci a najchętniej wylegiwałby się na jej kolankach . No i naturalnie spędza  noc w łóżku, razem ze swoim ukochanym opiekunem.

Nie byłoby może w tym nic złego, na pierwszy rzut oka pies wygląda przecież na bardzo szczęśliwego, a i opiekun też akceptuje takie zachowanie. Kłopot jednak polega na tym, że to nie jest zdrowa relacja a pies w sumie nie jest psem i nie cieszy się życiem zgodnie ze swoimi psimi potrzebami. Stwarzamy mu cukierkowy, zamknięty świat uzależnienia od człowieka, jego obecności, dotyku i bliskości.

Wyobraźmy sobie małe dziecko, które byłoby traktowane w podobny sposób – bez kontaktu z rówieśnikami, zamknięte praktycznie cały czas w czterech ścianach, na długie godziny pozostawione samotnie, bez umiejętności zabawy z samym sobą, skoncentrowane na nas.  Takie dziecko, dokładnie tak jak i nasz pies, wypatrywałoby z utęsknieniem naszego powrotu, cieszyło się jak szalone i próbowało za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę, ciągle być w centrum naszego zainteresowania. Czy to byłoby zdrowe i szczęśliwe dziecko?

Psiak (tak samo jak dziecko) wychowany w ten sposób staje się niesamodzielny i znerwicowany. Zazwyczaj nie bawi się z innymi psami, nie jest nimi w ogóle zainteresowany, co gorsza, najczęściej reaguje agresywnie na każde próby zbliżenia osobnika tego samego gatunku. Lubi spacery, nawet bardzo, ale dlaczego musi napotykać te straszne, zaczepne stworzenia? Pozostawiony przez wiele godzin samotnie w mieszkaniu, zalękniony i sfrustrowany, próbuje w jakiś sposób rozładować napięcie, które z minuty na minutę w nim niemiłosiernie narasta. Ślini się, ziaje, zaczyna gryźć różne przedmioty lub meble, drapać i zrywać futryny, posikuje albo wzywa żałośnie swojego opiekuna nieustannie wyjąc lub szczekając.

Jubileusz!!! 5 lat Pensjonatu dla psów „U zoopsychologa”

Dokładnie 5 lat temu powstał Pensjonat dla psów „U zoopsychologa”. To może się wydawać niewiarygodne, ale wcale tego nie planowałam. Po prostu taka powstała potrzeba. Prowadziłam (i nadal prowadzę :c) ) terapie psich zachowań.  Wizyta odbywa się w miejscu zamieszkania psa, poznaję problemy jakie sprawia, określam i wyjaśniam przyczyny i ustalam zmiany, jakie należy wprowadzić, aby wszystko wróciło do równowagi. Wszystko klarownie, jasno i prosto. A jednak okazało się, że niektórzy klienci nie mają czasu albo nie radzą sobie z wprowadzaniem ustalonych zmian i potrzebują mojej dodatkowej pomocy. Chcieli, bym zabrała psa do siebie i wstępnie popracowała nad zmianą jego zachowania. Jako pierwsza trafiła do mnie wesoła, ale odrobinę zbyt swawolna, wielka Tycia pani Hanny Samson, to właśnie ona zapoczątkowała tę historię.

Po pobycie w moim domu psy wracały spokojne, zrównoważone i posłuszne , więc prowadzenie dalszej terapii było o wiele łatwiejsze. A że opiekunowie tych pierwotnie niesfornych psiaków byli bardzo zadowoleni z efektów mojej pracy, w naturalny sposób chcieli je również zostawiać u mnie w czasie wyjazdów i wakacji. Zaufali mi, wiedzieli, że ich pies będzie w dobrych rękach i na dodatek będzie się świetnie bawił. Polecali mnie też swoim znajomym. No tak, ale ja miałam swoje własne trzy psy, w domu robiło się ciasno i niewygodnie. Dlatego w ocieplanym i ogrzewanym drewnianym budynku obok domu stworzyliśmy z mężem w kwietniu 2009 roku cztery wygodne, drewniane boksy. Bardzo szybko okazało się jednak, że to za mało. Na 1 lipca mieliśmy rezerwację na kolejne trzy psy, ich boksy były gotowe na godzinę przed ich przyjazdem! ;c) Na wiosnę następnego roku musieliśmy stworzyć kolejne dwa boksy, latem dobudowaliśmy jeszcze cztery. Teraz możemy gościć 13 psów.

Stworzyliśmy dla nich domowe warunki, tak by czuły się komfortowo i bezpiecznie. Mają też trzy wybiegi do dyspozycji, jest to szczególnie przydatne, gdy jest komplet psich gości albo gdy trzeba psy podzielić na grupy np. ze względu na ogromny kontrast wagowy. Przecież duży szwajcarski pies pasterski, który waży ponad 50 kg nie może bawić się z dwukilogramowym yorkiem czy jeszcze mniejszym chihuahua, bo nawet przy najlepszych chęciach może go po prostu przydepnąć…

No właśnie… w taki oto naturalny sposób stałam się właścicielką pensjonatu dla psów. To było 5 lat temu, jak ten czas leci… :c)

piesek ze schroniska uleczony :c)

Uwielbiam to!!! :c))) Radość wypełnia moje serce. Właśnie dostałam podziękowania za świetne efekty mojej terapii e-mailowej. Piesek się uspokoił i dobrze znosi samotność. Cierpiał na lęk separacyjny – okropnie wył i szczekał, kiedy zostawał sam w mieszkaniu. Sąsiedzi mieli dość. Psina biedna, wzięta ze schroniska, pewnie właśnie z tego powodu tam trafiła. Najpierw ktoś ją rozpieszczał do maksimum, a potem okazało się, że piesek nie może żyć bez swojej pańci, a pańcia pewnie wróciła do pracy i nie mogła już cały czas siedzieć w domu i pieskiem się zajmować, tulić, pieścić i trzymać na kolankach. A może po prostu piesek był ukochanym pupilem starszej pani, jej oczkiem w głowie. Tego się nigdy nie dowiemy. Niestety, a może stety (bo może wtedy piesek nie miałby tyle szczęścia) nikt nie uprzedził mojej klientki, że z pieskiem może być jakiś problem. Na szczęście psiak trafił w odpowiedzialne i mądre ręce i udało się go z traumy i frustracji wyleczyć. Cudnie! Jeszcze jeden szczęśliwy pies w szczęśliwej rodzinie. Oby więcej takich wiadomości. Bardzo dziękuję pani Elżbieto :c)

cudna Lama

Dzisiaj rano do Pensjonatu przyjechała beagielka Lama, pamiętałam ją jako cudną, słodką psią dziewczynkę. Jeszcze nie tak dawno z wielką przyjemnością patrzyłam na jej piękną kształtną główkę, na drobną, pełną wdzięku sylwetkę. Minęły niespełna trzy lata i przyjechał całkiem inny pies. Nie poznałam jej. Lamo – gdzie ten Twój nieodparty urok? Gdzie Twój wdzięk? Gdzie wcięta talia i zgrabna pupa? Gdzie???

piesek za ogrodzeniem

Popołudniowy wiosenny spacer z psami w pięknym słońcu, sama rozkosz :c). Poprowadziłam je jak co dzień nad jeziorko i z powrotem wzdłuż lasu. Kwitną już dzikie drzewka owocowe, roztaczają wokół siebie obłoki cudownego zapachu. Pszczoły doceniają ten słodki nektar i zbierają pyłki przelatując  z kwiatka na kwiatek. Napotkana na drodze ropucha siedzi nieruchomo łypiąc tylko wielkimi zielonymi oczyma. Moja mała suczka podchodzi z ciekawością, co to takiego? Wącha, stwierdza, że nic specjalnego i zostawia w spokoju. Druga się w ogóle nie interesuje tym obiektem, skoro się nie rusza, nie jest warta jej uwagi. A może w ogóle jej nie zauważyła…

W drodze powrotnej idziemy wzdłuż ogrodzenia domków jednorodzinnych, czuję napięcie smyczy w tamtym kierunku i dostrzegam powód tego ciągnięcia. Za płotem jest mały yorczek, jeszcze nigdy nie udało nam się go spotkać. Zazwyczaj jest zamknięty w domu, rzadko jest wypuszczany do ogródka. Ale dzisiaj wyjątkowo biega swobodnie i jest nas bardzo ciekawy. Mówię dzień dobry panu na podwórzu, ale nie odpowiada. Nie dosłyszał czy może jest niezadowolony z tego co właśnie robię? Moje suczki po kolei podchodzą do ogrodzenia i wąchają nawzajem noskami z małym pieskiem, który jest nimi bardzo zainteresowany i rozradowany. Przywitały się i idziemy dalej. Zastanawiam się czy to możliwe, że pan jest naburmuszony, bo jego wychuchany pupilek zetknął się z … psami?

Dom z ogrodem i pies

Saba jest półtoraroczną owczarką niemiecką. Kiedy po raz pierwszy przyjechała do naszego Pensjonatu zauważyliśmy, że nie interesują ją inne psy. Była zafiksowana na człowieku, potrzebowała jego ciągłej obecności i uwagi. Wśród psów czuła się niepewnie, unikała ich towarzystwa, leżała biernie w najdalszym rogu wybiegu. To, że pozostałe psy biegały w koło, szalały radośnie za piłką nie zmieniło jej nastawienia. Nie chciała i nie umiała nawiązać kontaktu z osobnikami swojego gatunku. Dla niej liczył się tylko człowiek.

Mona to urocza dobermanka, lat pięć. Inne psy tylko jej przeszkadzają. Stoi na najwyższym punkcie wybiegu i patrzy w dal. Jeśli długo nie widzi sylwetki człowieka, zaczyna szczekać. Nawet młody, przystojny beagiel, który wyraźnie się w niej zakochał, lizał ją po uszkach, chodził krok w krok i namawiał do pieszczot i zabawy nie był w stanie wytrącić ją z tego zapatrzenia. Co jakiś czas fukała na niego i opędzała się jak od natrętnego owada.

Milly to mały mieszaniec  jack russella. Kiedy znalazł się na wybiegu, każdy chciał się z nim zaprzyjaźnić, on jednak był tak przerażony tą wesołą i towarzyską zgrają, że tylko pokazywał swoje piękne uzębienie i chował się przy drzwiach wyjściowych. Niech je natychmiast otworzą! Co on tutaj robi? To jakaś straszna pomyłka. On przecież nie jest psem!!! Milly uważał, że jest człowiekiem i jego miejsce jest wśród ludzi, a nie wśród jakichś dzikich, dziwnych stworzeń…

Takich przykładów mogłabym podać bardzo wiele. To psy, które nie mają na co dzień kontaktu z innymi psami, a co najważniejsze, nie miały go w okresie dorastania. Mieszkają zazwyczaj w pięknych domach z ogrodem. Mają do swojej dyspozycji ogromną przestrzeń, ale nigdy nie bawiły się z drugim psem. Nawet jeśli są wyprowadzane na spacer poza działkę, nie spotykają tam swoich pobratymców. Dojrzewały przy człowieku i tylko z nim się bawią, „rozmawiają”, przytulają. Nie wiedzą co to znaczy być psem, nie potrafią rozmawiać z innymi psami, nie potrafią się z nimi bawić ani komunikować w swobodny sposób. Mają do innych psów w najlepszym wypadku stosunek obojętny, w najgorszym panicznie się ich boją i zachowują bardzo agresywnie.

Żeby nie kończyć tego wpisu w tak smutnym nastroju dodam, że Saba przy kolejnym pobycie w naszym Pensjonacie opuściła w końcu swój bezpieczny zakątek wybiegu i powoli dołączyła do reszty towarzystwa. Jeszcze nie potrafi się bawić, ale obserwuje innych i stawia pierwsze nieśmiałe kroki w tej nauce :c). Mona coraz rzadziej szczeka i nie wodzi wciąż oczami za człowiekiem, potrafi już się położyć i zdrzemnąć. Milly, och, Milly jest duszą towarzystwa :c).