Archiwum miesięczne: Maj 2014

Ukochany pies

Tak sobie myślę, jakie to problemy mają ludzie z psami. Obserwuję wiele psów na co dzień i widzę jakie niektóre są znerwicowane. Wydaje mi się, że najpowszechniejszy problem to wychowanie psa, który jest bardzo niesamodzielny. Taki pies jest nadmiernie przywiązany do człowieka. Ludzi to oczywiście cieszy, psiak nie widzi świata poza swoim opiekunem. Wariuje z radości kiedy wraca do domu, podskakuje, wije się, skacze jak szalony i nie potrafi się uspokoić. Chodzi za nim krok w krok. Patrzy głęboko w oczy (często dostaje za to przysmaki, więc jak tylko coś chcemy włożyć do ust, siedzi z pyskiem tuż przed naszymi oczami i patrzy żałośnie, więc jak z takim biednym i uroczym stworzeniem się nie podzielić…). Zaczepia do głaskania, rzucania zabawek (znam osoby, które w trakcie oglądania telewizji cały czas są zajęte rzucaniem pupilowi piłeczki…), wyleguje na kanapie tuż przy swojej pańci a najchętniej wylegiwałby się na jej kolankach . No i naturalnie spędza  noc w łóżku, razem ze swoim ukochanym opiekunem.

Nie byłoby może w tym nic złego, na pierwszy rzut oka pies wygląda przecież na bardzo szczęśliwego, a i opiekun też akceptuje takie zachowanie. Kłopot jednak polega na tym, że to nie jest zdrowa relacja a pies w sumie nie jest psem i nie cieszy się życiem zgodnie ze swoimi psimi potrzebami. Stwarzamy mu cukierkowy, zamknięty świat uzależnienia od człowieka, jego obecności, dotyku i bliskości.

Wyobraźmy sobie małe dziecko, które byłoby traktowane w podobny sposób – bez kontaktu z rówieśnikami, zamknięte praktycznie cały czas w czterech ścianach, na długie godziny pozostawione samotnie, bez umiejętności zabawy z samym sobą, skoncentrowane na nas.  Takie dziecko, dokładnie tak jak i nasz pies, wypatrywałoby z utęsknieniem naszego powrotu, cieszyło się jak szalone i próbowało za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę, ciągle być w centrum naszego zainteresowania. Czy to byłoby zdrowe i szczęśliwe dziecko?

Psiak (tak samo jak dziecko) wychowany w ten sposób staje się niesamodzielny i znerwicowany. Zazwyczaj nie bawi się z innymi psami, nie jest nimi w ogóle zainteresowany, co gorsza, najczęściej reaguje agresywnie na każde próby zbliżenia osobnika tego samego gatunku. Lubi spacery, nawet bardzo, ale dlaczego musi napotykać te straszne, zaczepne stworzenia? Pozostawiony przez wiele godzin samotnie w mieszkaniu, zalękniony i sfrustrowany, próbuje w jakiś sposób rozładować napięcie, które z minuty na minutę w nim niemiłosiernie narasta. Ślini się, ziaje, zaczyna gryźć różne przedmioty lub meble, drapać i zrywać futryny, posikuje albo wzywa żałośnie swojego opiekuna nieustannie wyjąc lub szczekając.

Jubileusz!!! 5 lat Pensjonatu dla psów „U zoopsychologa”

Dokładnie 5 lat temu powstał Pensjonat dla psów „U zoopsychologa”. To może się wydawać niewiarygodne, ale wcale tego nie planowałam. Po prostu taka powstała potrzeba. Prowadziłam (i nadal prowadzę :c) ) terapie psich zachowań.  Wizyta odbywa się w miejscu zamieszkania psa, poznaję problemy jakie sprawia, określam i wyjaśniam przyczyny i ustalam zmiany, jakie należy wprowadzić, aby wszystko wróciło do równowagi. Wszystko klarownie, jasno i prosto. A jednak okazało się, że niektórzy klienci nie mają czasu albo nie radzą sobie z wprowadzaniem ustalonych zmian i potrzebują mojej dodatkowej pomocy. Chcieli, bym zabrała psa do siebie i wstępnie popracowała nad zmianą jego zachowania. Jako pierwsza trafiła do mnie wesoła, ale odrobinę zbyt swawolna, wielka Tycia pani Hanny Samson, to właśnie ona zapoczątkowała tę historię.

Po pobycie w moim domu psy wracały spokojne, zrównoważone i posłuszne , więc prowadzenie dalszej terapii było o wiele łatwiejsze. A że opiekunowie tych pierwotnie niesfornych psiaków byli bardzo zadowoleni z efektów mojej pracy, w naturalny sposób chcieli je również zostawiać u mnie w czasie wyjazdów i wakacji. Zaufali mi, wiedzieli, że ich pies będzie w dobrych rękach i na dodatek będzie się świetnie bawił. Polecali mnie też swoim znajomym. No tak, ale ja miałam swoje własne trzy psy, w domu robiło się ciasno i niewygodnie. Dlatego w ocieplanym i ogrzewanym drewnianym budynku obok domu stworzyliśmy z mężem w kwietniu 2009 roku cztery wygodne, drewniane boksy. Bardzo szybko okazało się jednak, że to za mało. Na 1 lipca mieliśmy rezerwację na kolejne trzy psy, ich boksy były gotowe na godzinę przed ich przyjazdem! ;c) Na wiosnę następnego roku musieliśmy stworzyć kolejne dwa boksy, latem dobudowaliśmy jeszcze cztery. Teraz możemy gościć 13 psów.

Stworzyliśmy dla nich domowe warunki, tak by czuły się komfortowo i bezpiecznie. Mają też trzy wybiegi do dyspozycji, jest to szczególnie przydatne, gdy jest komplet psich gości albo gdy trzeba psy podzielić na grupy np. ze względu na ogromny kontrast wagowy. Przecież duży szwajcarski pies pasterski, który waży ponad 50 kg nie może bawić się z dwukilogramowym yorkiem czy jeszcze mniejszym chihuahua, bo nawet przy najlepszych chęciach może go po prostu przydepnąć…

No właśnie… w taki oto naturalny sposób stałam się właścicielką pensjonatu dla psów. To było 5 lat temu, jak ten czas leci… :c)

piesek ze schroniska uleczony :c)

Uwielbiam to!!! :c))) Radość wypełnia moje serce. Właśnie dostałam podziękowania za świetne efekty mojej terapii e-mailowej. Piesek się uspokoił i dobrze znosi samotność. Cierpiał na lęk separacyjny – okropnie wył i szczekał, kiedy zostawał sam w mieszkaniu. Sąsiedzi mieli dość. Psina biedna, wzięta ze schroniska, pewnie właśnie z tego powodu tam trafiła. Najpierw ktoś ją rozpieszczał do maksimum, a potem okazało się, że piesek nie może żyć bez swojej pańci, a pańcia pewnie wróciła do pracy i nie mogła już cały czas siedzieć w domu i pieskiem się zajmować, tulić, pieścić i trzymać na kolankach. A może po prostu piesek był ukochanym pupilem starszej pani, jej oczkiem w głowie. Tego się nigdy nie dowiemy. Niestety, a może stety (bo może wtedy piesek nie miałby tyle szczęścia) nikt nie uprzedził mojej klientki, że z pieskiem może być jakiś problem. Na szczęście psiak trafił w odpowiedzialne i mądre ręce i udało się go z traumy i frustracji wyleczyć. Cudnie! Jeszcze jeden szczęśliwy pies w szczęśliwej rodzinie. Oby więcej takich wiadomości. Bardzo dziękuję pani Elżbieto :c)